Wakacyjne festyny impreza którą tygryski lubią najbardziej!

Od kiedy mam dzieci stałam się częstą bywalczynią wszelkich festynów rodzinnych, pikników i innych imprez plenerowych. Raczej rzadko jeździmy gdzieś daleko, więc szukamy okazji do zabawy i rozrywki pod ręką. Znamy już na pamięć ceny dmuchańców, odróżniamy lody świderki od włoskich i mamy ulubione foodtracki. Ponieważ mieszkamy w okolicy uznawanej za wypoczynkową to okazji do zabawy mamy sporo.

Rodzicu- czego nie powinieneś zapominać na imprezę plenerową?

  1. Portfel – oczywiście pełny – najlepiej monet. Taka impreza to studnia bez dna: lody, tortille, koktajle, owoce w czekoladzie, chleb ze smalcem, zamki dmuchane,trampoliny, przejażdżki konne lub na różnych pojazdach no i oczywiście stragany z zabawkami i balonami. Wszystko się świeci, pachnie, kusi i dużych i małych. Wszystko pomnożyć razy ilość zabieranych dzieci.
  2. Aparat fotograficzny – można zrobić mnóstwo pięknych zdjęć – z pomalowanymi buziami dzieci, na kucyku czy zdobywających szczyt ścianki wspinaczkowej. A może uda się zrobić fotkę z kimś sławnym po koncercie albo nagrać śmieszny filmik z waszymi wygłupami? To są złapane na zawsze ulotne chwile szczęścia i waszego wspólnie spędzonego czasu. Ważne jednak by zdjęcia były dodatkiem a nie sensem wyjścia.
  3. Mokre chusteczki – lody i gofry oraz frytki z ketchupem – to wszystko trzeba szybko wycierać z uśmiechniętych twarzyczek i lepkich  rączek – zanim będzie za wami latało stado pszczół, albo dziecko przyklei się do straganu z zabawkami.
  4. Dobry humor i cierpliwość. Bawcie się, śmiejcie, tańczcie, znajdźcie w sobie dziecko i dopieśćcie je. Kiedy my mieliśmy kilka lat wata cukrowa i woda z sokiem były spełnieniem marzeń. Chcecie pokręcić spinerem – bądźcie w tym mistrzami, puszczajcie ogromne bańki mydlane i rysujcie kredą na chodniku. Ustrzelcie misia na strzelnicy dla żony lub córki, kupcie sobie jakiś śmieszny drobiazg. Wasze dzieci będą zachwycone! No chyba że są już nastolatkami – wtedy tego nie róbcie – albo róbcie jak nie patrzą 🙂

Małe miejscowości kontra duże miasta – gdzie dzieje się więcej?

Mamy porównanie do śląskich, dużych miast gdzie imprezy odbywają się, wydaje mi się, rzadziej. Jak już są to przychodzi na nie masa ludzi, wszystko jest dużo droższe na straganach, atrakcji dla dzieci jest mniej, są bardziej nastawione na młodzież i dorosłych, leje się więcej piwa i częściej zdarzają się rozróby. W mniejszych miastach duży nacisk jest kładziony na rodziny z dziećmi. Imprezy zaczynają się wcześniej, jest sporo darmowych atrakcji dla najmłodszych (malowanie twarzy, zwierzątka z baloników, konkursy z nagrodami). Płatne atrakcje również są zaplanowane pod kątem dzieci małych i dużych. W mniejszych miastach jest też dużo taniej, Nawet o 3 zł na zamkach dmuchanych czy świecących akcesoriach. Kawa i lody są również w bardziej atrakcyjnych cenach. Mniejszych miejscowości nie zawsze stać na koncerty najbardziej popularnych zespołów,  ale artyści ze średniej półki cenowej dają tam fantastyczne pokazy swoich umiejętności.

Lisia Góra – nasz wybór minionego weekendu. Dobry wybór.

W niedzielę, wraz Dziobakami bawiliśmy się na Wielkim Letnim Pikniku w Lisiej Górze. Ponieważ T. był tam w pracy dzieci były zdane na mnie ale nie miały ani chwili aby się nudzić. Brały udział w konkursach, gasiły pożary i ratowały kota z drzewa na Poligonie Małego Strażaka, leciały balonem. Smerfetka oczywiście zaliczyła dmuchany zamek, kule na wodzie i ściankę wspinaczkową a Dziobak okupował stragany z jedzeniem i zabawkami, oglądał pokazy walk rycerskich  oraz współczesnych sztuk walki, zachwycał się motorami grupy WATAHA i retro taksówkami.

Oczywiście, kosztowało nas troszkę to szaleństwo ale i tak byłam przygotowana na więcej. Dziobaki były usatysfakcjonowane a ja miałam cały czas kontrolę gdzie są i co robią. Występy lokalnych zespołów były po prostu genialne i zaskakująco porywające do wspólnej zabawy. Zwieńczeniem zabawy był występ Patrycji Markowskiej – dobra muzyka i pozytywna osobowość artystki zebrała pod sceną dosyć spory tłum. Wszystko odbywało się bezpiecznie i kulturalnie. Jedyną oznaką, że już późno i pora wracać do domu – były ziewające jak smoki dzieci.

Jakie są Wasze doświadczenia z imprezami plenerowymi? Lubicie na nie chodzić czy raczej unikacie? Czekam na wasze opinie 🙂

Dziobaki na imprezie Minionek Motory WATAHY Motory Watahy Smerfetka na kucycku Poligon Małego Strażaka Poligon Małego Strażaka Przed odlotem balonem Niebieska wata cukrowa Dziobak zawsze tam gdzie zwierzęta Widok z balonu Motory WATAHY Kule wodne Ścianka wspinaczkowe – brat zawsze pomoże. Największa frajda Dziobak z maskotką RDN-u Dziobak Smerfowa wata cukrowa pasuje jej motor Smerfetka z maskotką RDN-u