#Metoo czy może coś zmienić w życiu przeciętnej Polki?

Nie jestem fanatykiem podglądania celebrytów, nie bywam zbyt często na kundelkach czy innych plotkarskich portalach. Drażnią mnie afery z czyjegoś nieudanego botoksu, albo wyjścia z psem bez makijażu. Już pominę fakt, że nazwiska większości celebrytów kompletnie nic mi nie mówią. Nałogowo oglądam tylko jeden serial, programy informacyjne tylko czasami. Taka jakaś jestem nieobyta i dobrze mi z tym. Tylko jak kiedyś włączyłam „Taniec z gwiazdami” to nie wiedziałam kto w tych tańczących parach jest gwiazdą.

Dotarły do mnie jakiś czas temu, zapewne ze sporym opóźnieniem, sygnały o akcji #Metoo. Dla niewtajemniczonych, chodzi o publiczne wyznania kobiet, że były w jakiś sposób molestowane przez mężczyzn, którzy mogli wpłynąć w znaczący sposób na ich karierę. Aktorki otrzymywały propozycje „nie do odrzucenia” od producentów czy reżyserów, sportsmenki od trenerów lub działaczy klubowych. Posypały się nazwiska, zachwiały się wielkie kariery. Mężczyźni przepraszają, niektórzy idą w zaparte. Jednak lawina ruszyła. Akcja rozpoczęła się w Hollywood i w ciągu kilku miesięcy, głównie dzięki mediom społecznościowym, rozprzestrzeniła się na całym świecie. Zagłębiłam się w temat, bo uważam, że jest ważny i potrzeby. Czy może coś zmienić w moim lub Twoim życiu? Oby!

Przecież mamy równouprawnienie – więc o co nam kobietom chodzi!

Jestem silną kobietą i uważam, że większość z nas jest. Ciężko pracujemy, wychowujemy dzieci, kiedy trzeba mamy jaja większe niż niektórzy faceci. Nasz ból jest nieważny, gdy bliska nam osoba nas potrzebuje, w sytuacjach kryzysowych po prostu działamy. Tak, dałam sobie radę wtedy gdy musiałam ale również doceniam posiadanie mężczyzny, który wniesie do domu ciężkie siatki, uratuje od pająka i sprawi, że będę mogła być tą „słabą płcią”. Nie wiem, czy jestem feministką, chociaż kiedyś się za nią uważałam. Nie zgadzam się na niższe zarobki kobiet, tylko dlatego, że są kobietami, Jestem zdania, że powinno być nas więcej w zarządach firm i w polityce. Tylko, że praktycznie wszędzie tam, jesteśmy zależne od jakiegoś faceta. A temu facetowi wydaje się , że skoro jest naszym szefem lub kolegą z pracy to wolno mu klepnąć nas w tyłek, komentować dekolt a nasz sprzeciw uznać za przejaw PMS-u lub wręcz (przepraszam) „niedopchnięcia”.

Czy to jest nagonka, czy może „robienie sobie nazwiska” na aferze?

Smutne jest, że zwykle w takich sytuacjach pojawiają się  argumenty:

– nie chciała, mogła odejść – załatwiła sobie rolę/pracę prze łóżko

– niech się cieszy, brzydkiej by nie molestowali

– mści się bo jej nie chciał.

Nie twierdzę, że żadna kobieta nie załatwiła sobie czegoś przez łóżko. Wiem, że świat nie jest czarno-biały. Ale wiem też, co znaczy czuć się niekomfortowo w pracy, bo do współpracownika nie dociera słowo „nie”. Spotkałam się również z przyzwoleniem, lub po prostu nie reagowaniem przełożonych na zgłaszany problem. Ta sytuacja jest już za mną, lecz rozwiązana została poprzez zmianę przeze mnie miejsca pracy. Tam głośno nikt nie odważył się powiedzieć, że to jest molestowanie – chociaż wiem, że nie byłam jedyna. Sama rzadko mówiłam o tym – bo jest coś w nas, co pozwala nam wmawiać sobie, że to nasza wina.

Chciałabym, żeby moja córka wiedziała, że może osiągnąć wszystko co chce i by była bezpieczna!

Smerfetka jest przebojową dziewczynką. Wie czego chce, jest zdolna i pracowita. Ma ambitne plany i chciałabym, żeby je realizowała. Ma też urodę i dużo wdzięku. Cieszę się i jestem dumna jak każda matka. Z jednej strony wiem, że piękne kobiety mają czasem łatwiej. Młoda już trzepotanie rzęsami opanowała do perfekcji. Z drugiej boje się, że ktoś kiedyś będzie chciał ją wykorzystać. Dlatego, moim zdaniem, akcja #Metoo jest tak potrzebna. Nam, kobietom trzeba przypominać, że nikt nie może nas traktować bez szacunku, że nie możemy nikomu na to pozwalać. A panowie dopuszczający się takich zachowań, powinni się zastanowić, czy za chwilę ich nazwisko nie zostanie wypowiedziane głośno i wyraźnie.

O tym teraz się dużo mówi i pisze. W mediach zrobił się szum.

Osobiście polecam artykuł dla kobiet walczących z molestowaniem, w nowym miesięczniku WELL. Tam podane są konkretne miejsca gdzie można udać się po pomoc i wsparcie, opisane są historie kobiet takich jak my, nie z pierwszych stron gazet. Uważam, że jest to pozycja warta uwagi – jak zresztą cała gazeta – jest co poczytać.

A jakie jest Wasze zdanie na temat tej akcji? Jest potrzebna? Może panowie wypowiedzą się, bo ich głos w sprawie jest równie ważny?

współpraca
współpraca
#Metoo
#Metoo