Siedzę i dumam co chciałabym Wam napisać.

Rzeczywistość wokół trochę chaotyczna tak jak i myśli w mojej głowie. Moja silna potrzeba bycia w poukładanym świecie jest niezaspokojona od bardzo długiego czasu. Zaczynam się poważnie zastanawiać czy to nie zaczyna być chorobliwe 🙂

Nie ma szans na stabilizację przy dwójce uczniów, przy ich dwuzmianowych planach lekcji, zajęciach dodatkowych, które się zmieniają jak w kalejdoskopie, wycieczkach, sprawdzianach i chwilowych infekcjach. Ciągła walka z czasem, terminami, nagłymi zmianami. Do tego praca wymagająca dyspozycyjności i nie kończąca się po wyjściu z Internatu. Ze zmęczenia padamy na twarz wszyscy a do wakacji daleko.

Kołowrotek taki zrobił się we wrześniu, że trwa do dziś.

Pewnie gdybym pracowała mniej lub w rannych godzinach łatwiej byłoby mi łatwiej. Dziobakom tym bardziej. Młody uczyć się chce tylko ze mną. O nie! Chce to za duże słowo 🙂 Tylko ja potrafię go wołami zaciągnąć do książek. Ponieważ nie ma mnie 3 popołudnia w tygodniu, przez resztę dni nadrabiamy i uczymy się na zapas.

I wiecie co? Ja mam dosyć. Żeby nauczyć się na sprawdzian na przykład z historii mamy z głowy całą sobotę. Bo do tego dochodzi kurs szybkiego czytania, który ma Dziobakowi pomóc (czy pomógł na pewno napisze Wam po zakończeniu), mój angielski – więc rano nie ma ani mnie ani jego w domu. Potem szybko trzeba cokolwiek posprzątać, ugotować i siadamy do nauki. Jest angielski do stałego nadrabiania, zadania do odrabiania (takie jak akurat zadali) no i nauka.

Po obiedzie Dziobak ma już wszystkiego dosyć i nie chce mu się nic robić. Tym bardziej, że w niedziele wcale nie będzie lepiej, bo po kościele jedzie na korepetycje z matematyki do wujka a jak wraca to zawsze jest jeszcze coś do zrobienia.

A kiedy żyć? Tylko czekać do wakacji!

Kupiłam sobie materiały do ćwiczenia ortografii z nim. Jeszcze nigdy nie było szans żeby je otworzyć. Problemem są codzienne ćwiczenia zadane przez panią na nauce szybkiego czytania  – a powinien je wykonywać regularnie, żeby kurs miał sens.

Nie zapisaliśmy go na jakieś wymyślne zajęcia pozalekcyjne. W tym roku tylko gimnastyka korekcyjna 3 x w tyg., przyroda z projektu unijnego i nic więcej. Do wujka na matematykę jeździ bo lubi i z nim woli odrabiać lekcje (dla mnie kamień z serca i wielka pomoc). Szybkie czytanie trwa dwa miesiące – później w soboty będzie miał więcej luzu.

Trzeba się uczyć na bieżąco – tylko kiedy?

W sytuacji, kiedy w tygodniu są dwa sprawdziany – jesteśmy uziemieni cały weekend. Jeżeli nam coś w weekend wypadnie – wyjazd, goście, mój niedzielny dyżur, czy jak w ten weekend wizyta ojca Dziobaka – to nie jesteśmy w stanie tego nadrobić.

Najbardziej wkurzyło mnie to – że w ten weekend – uczył się z RELIGII – bo nie zdał tajemnic różańca świętego i dostał jedynkę. Na jaką cholerę mu znać to na pamięć. Przed komunią się tego kazali uczyć, w zeszłym roku też – po co znowu? On zapomina to zaraz po odpowiedzi – bo to kompletnie zbędna wiedza. Ale czas na to poświęcony mógł zostać wykorzystany zupełnie inaczej. Jeszcze nie dotarłam do tego momentu, kiedy powiem mu żeby olał ten przedmiot – ale nie będę naciskać na poprawę. Kiedyś sam zdecyduje, czy jest to dla niego istotne.

Frustrujące jest dla mnie, że cierpi na tym Smerfetka.

Jest zostawiona sama sobie, nudzi się musi ciągle czekać aż skończymy się uczyć, A to trwa i trwa, czasami całymi dniami. Traci mój czas, możliwość wyjścia czy zrobienia czegokolwiek razem. Widać, że jest to dla niej spory problem, robi co może żeby zwrócić na siebie uwagę. Ja jestem zmęczona i sfrustrowana, Dziobak często na prawdę zmęczony. T. nigdy nie ma w domu w weekendy.

Nie wiem jak robią to inni.

Przecież nie tylko ja pracuje na zmiany. Przecież nie jestem jedyną mamą na etacie, która praktycznie sama wychowuje dzieci w wieku szkolnym. Przecież nie tylko Dziobak ma problemy z nauką.

Chwilami osiągam taki poziom frustracji poczucia beznadziei, że mam ochotę rzucić pracę i żyć z zasiłku. W końcu inni żyją. I obiady za darmo ich dzieci w szkole jedzą. Na darmowe kolonie jeżdżą. Mają paczki na mikołaja. To po co ja się tak spalam. Siedziałabym w domu, ogarniała na bieżąco. Nie musiałabym gotować, czynsz by mi opieka płaciła. Dzieci miałyby mamę, a ja większy spokój.

Macie jakieś rady?  Pomożecie?

Zobaczymy co czas przyniesie, może się uspokoi sytuacja. A może zgłoszę się do MOPS po zasiłek 🙂

Focha ma na historie - ja też!
Focha ma na historie – ja też!
To tylko na jutro...
To tylko na jutro…
Wsparcia mentalnego udziela niezawodna Barbara :)
Wsparcia mentalnego udziela niezawodna Barbara 🙂
Szybkie czytanie to nie tylko czytanie....
Szybkie czytanie to nie tylko czytanie….
Dziobaczysko moje :)
Dziobaczysko moje 🙂