Spełnione marzenie!

Smerfetka od wakacji pytała kiedy pojedziemy do zoo. Najbliższe mamy w Krakowie, więc tam postanowiliśmy pojechać, jak tylko pogoda zaczęła nas rozpieszczać. Przygotowania oczywiście pochłonęły mnie całkowicie już w piątek, chociaż delikatnie przerażała mnie wizja pobudki o 5 kolejny dzień z rzędu. Dziobaki za to przebierały nogami i nie mogły się doczekać soboty. Zadawały miliony pytań, planowały i pakowały plecaki. A co robiłam ja? – oczywiście martwiłam się… czy będzie pogoda, czy wytrzymają chodzenie, czy nie zaśpimy czy nie braknie nam niczego, czym wrócimy i tak dalej… normalne 🙂

Zimny poranek zwiastował upalny dzień

Nie zaspaliśmy, nie spóźniliśmy się na pociąg i o 6.30 byliśmy już w drodze do Krakowa. Zimny poranek trochę nas orzeźwił i pobudził krążenie. Dobrze, że wujek wziął cieplejszą kurtkę i Smerfetka na dworcu mogła go z niej ograbić.

Czekamy na pociąg.
Czekamy na pociąg.

Kiedy po niespełna 3 godzinach wysiedliśmy w Krakowie kurtki i buzy wylądowały już w plecach. Zapowiadał się bardzo ciepły dzień. Dzień wcześniej na stronie Jak dojadę, sprawdziliśmy czym i jak możemy dostać się do lasku wolskiego, w którym znajduje się ogród zoologiczny. Bez problemu znaleźliśmy odpowiednie przystanki, jazda tramwajem też była atrakcją dla Dziobaków. Trochę zestresował mnie napis na rozkładzie jazdy „kursuje tylko w dni słoneczne”. Jednak T. widząc panikę na mojej twarzy parsknął śmiechem i zapytał czy mi przypadkiem za bardzo to słońce nie przygrzało. To fakt – było baaardzo słonecznie. I nawet autobus przyjechał o czasie.

Inny świat w środku wielkiego miasta.

Po kilku minutach jazdy przycichł gwar wielkiego miasta, za oknem pojawiły się zamiast bloków domki, ogrody a po chwili piękny las. Autobus z trudem piął się w górę, tym bardziej,że przepełniony był po brzegi. Wysiedliśmy w magicznym miejscu jakim okazał las wolski a po kilku chwilach w kolejce do kasy weszliśmy do zoo. Powitały nas piękne, olbrzymie słonie.  Dziobaki miały straszny ubaw z olbrzymiej kupy słonia na środku wybiegu. Był to temat dnia -do samego wieczora – uroki zwiedzania z dziećmi.

Piękne oczy slonia
Czy te oczy mogą kłamać?
Piękny olbrzym
Piękny olbrzym
Piękny początek zwiedzania
Piękny początek zwiedzania

 

Potem było tylko piękniej Dziobaki bardzo mnie zaskoczyły. Nie marudziły, nie narzekały – biegały od wybiegu do wybiegu, czytały nazwy zwierząt, szukały tych ukrytych w gęstwinach, szukały na mapie co jeszcze trzeba zwiedzić i pilnowały godzin karmienia – by nic nam nie umknęło.

Smerfetka przedstawia żyrafy
Smerfetka przedstawia żyrafy.

Gady -moja wielka miłość i niespełnione marzenie 🙂

Czyż nie piękny okaz?
Czyż nie piękny okaz?
Legwan zielony - moja miłość.
Legwan zielony – moja miłość.
Żaba
Taka śliczna żabcia – a Dziobak nie chciał całować 🙂
jaszczurka
Ja uważam, że to uśmiech do kamery a nie próba ataku 🙂

Na żywo zobaczyć bohaterów kreskówek – bezcenne 🙂

Małka z dzieckiem
Śliczna mamusia z maleństwem.
Rogacze
A kuku! masz coś dobrego?
małpiatka
Niezła fryzura nie?
Malutka małpka
Maleństwo

 

błazenek
Tu jest Nemo!! Wrócił do swojego ukwiału
Jest też Dory 🙂
Co za piękny okaz 🙂

Mini zoo – punkt kulminacyjny 🙂

kucyk
Były kucyki, które czekały na przekąski.
Osiołki 🙂
Smerfetka trochę się bała, ale walczyła ze sobą 🙂
Króliki miniaturki – wcale nie takie miniaturowe.

Dzika przyroda na wyciągnięcie…oka – rak lepiej nie wyciągać 🙂

Hipopotam karłowaty – leń nad lenie.
Czarna pantera
Lew trochę nerwowo miotał się po wybiegu – nie powiem, wyglądało to dosyć przerażająco.
To się nazywa autoprezentacja – patrzcie i podziwiajcie!
Smerfetka na lwicy
Surykatki rozbawiły nas do łez, Nawet przez szybę łapały kontakt ze zwiedzającymi.
No cześć!
Piękny i dumny jak paw 🙂 Oprowadzał po zoo. Ale ogona nie chciał zaprezentować.
Piekny!
Pan od pingwinów był niesamowity – tuptały za nim jak za tatą.
Pingwinek
Czekają na obiadek.
Karmienie uchatek było prawdziwym widowiskiem.

 

Daj rybkę!
Ten piękny osobnik pokochał T. miłością odwzajemnioną – myślałam, że już zostaniemy z nim w tym zoo. Dziobak za to chciał go nauczyć mówić „głupi turysta!”

 

 

Wizyta w zoo spełniła nasze oczekiwania w 100 procentach.  Dzieci zobaczyły wiele gatunków zwierząt. Ja przyzwyczajona do zoo w Chorzowie stwierdzam, ze ten Krakowski ogród zoologiczny jest wprawdzie dużo mniejszy, ale dzięki temu łatwiej znaleźć szukany wybieg, nie kuszą na każdym kroku stragany i budki z jedzeniem co dzieciom pozwala się skupić na zwierzętach a rodzicom nie zbankrutować. Szczegółowe informację o zoo znajdziesz tutaj.

Po kilku godzinach zwiedzania i oświadczeniu przez Dziobaki, że już wszystko widziały wróciliśmy do centrum. Byliśmy wściekle głodni ale kiedy zaproponowałam kawiarnię zamiast obiadu – nikt nie protestował. Tym bardziej, że zamarzyło mi się zobaczyć kawiarnię, w której rządzą koty.

Cafe „Kociarnia” – dwa szczęścia w jednym.

Kawiarnia ta, znajduje się w samym centrum Krakowa, zaraz przy Galerii Krakowskiej.  Są dwie filie tej samej firmy – my trafiliśmy do tej przy ulicy Lubicz. Niestety na początku wystąpił problem, bo nie chcieli wpuścić Smerfetki. Do tej kawiarni mają wstęp dzieci powyżej 10 lat. Jednak wytłumaczyłam pani, że młoda potrafi przestrzegać regulaminu i ma respekt przed zwierzętami. Smerfetka miała oczywiście pełne oczy łez i przez chwilę bała się wstać od stolika, żeby pani na nią nie krzyczała, ale po chwili uspokoiła się i poszła podziwiać dumne kociska.

Regulamin kawiarni jest jasny i czytelny. Koty rządzą a ty jesteś ich gościem. Jak kot siądzie na Twoim krześle – ty szukasz innego, pilnujesz zamówienia, bo kotu wolno wejść na stolik. Miejsce idealne dla kociarzy. Mieszkające tam zwierzęta są uratowanymi znajdami, które aktualnie mają cudowne życie.

Mieszają tu duże indywidualności, każde ma swoje ulubione miejsce spania, sposób zabawy, i godziny aktywności. A kawa jest przepyszna – wszystkim polecam. Szczegółowe informacje znajdziesz tutaj.

Kocia kawiarnia
Piękny prawda? Upatrzył sobie T. i chodził za nim krok w krok. T. momentami łapał bezdech ze strachu 🙂
Kiciuś
Pyszna kawa 🙂
Plac zabaw dla kota
Zaprzyjaźniamy się
Prawie jak w zoo
Fantastyczne miejsce
Nie podnosić – głaskać

 

Kociarnia jest miejscem, dla ludzi wiedzących po co tam wchodzą, szanujących wyższość kota nad człowiekiem 🙂 Gdyby nie mocno spięta pani kelnerka – dla mnie miejsce 10/10.

Nadal mało nam obcowania ze zwierzętami!

Ponieważ mieliśmy sporo czasu do ostatniego pociągu powrotnego, postanowiliśmy obiad zjeść w okolicach rynku. Miałam ochotę zabrać ich w jeszcze jedno miejsce o którym czytałam jakiś czas temu. Priorytetem był oczywiście obiad – Dziobak już domagał się go głośno i wyraźnie. Okolice rynku, ten gwar, kolory i ogromna różnorodność kultur zachwyciła Smerfetkę. Myślałam,  ze się będzie bała tłumu i hałasu – a ona była w swoim żywiole. Goniła olbrzymie bańki mydlane, ciągła nas wszędzie tam gdzie słyszała muzykę i śpiew, nie chciała wyjść z wielkiej głowy  na rynku. O dziwo, nie szukali straganów i sklepów, nie chcieli wydawać kieszonkowego. Chcieli zobaczyć, dotknąć, bawić się.

 

Pełnia szczęścia
To co Smerfetka lub najbardziej
Bańki!
Spójrz mi w oko!

Już wchodząc na rynek słyszeliśmy skrzeczenie papug. Szczerze? Myślałam, że to jakieś nagranie – chwyt marketingowy – żeby było łatwiej znaleźć Papugarnie. Oj myliłam się. Zakupiliśmy bilet rodzinny i weszliśmy do poczekalni aby poczekać na naszą godzinę wejścia. W tym czasie musiałyśmy pościągać kolczyki i pierścionki i kolorowe spinki, dzieci dostały kapturki na włosy i zakupiliśmy jedzonko dla papug. Po zapoznaniu nas z regulaminem opiekunka wprowadziła nas do pomieszczenia z ptakami.

Powiem Wam, że jest to super miejsce – Dziobak był w swoim żywiole – on kocha bezpośredni kontakt ze zwierzętami. Papugi natychmiast przylatywały na nasze głowy i ramiona i szukał jedzenia. Skubały nasze okulary i aparat T. Duża Kakadu obgryzała  buty  wszystkim gościom, a mi przegryzła na wylot futerał z telefonu – kiedy chciałam zrobić nam selfie. Dwie wielkie Ary ukradły Dziobakowi całą miseczkę z jedzeniem i kłóciły się o nią bardzo głośno.

Piękna!
Selfie z Kakadu – futerał odniósł obrażenia
T. miał branie wśród zwierząt – ten ptak nie lubi dzieci i kobiet – bardzo je dziobie. Za mo T, miał go na ramieniu przez cały czas pobytu.
Smerfetka trochę jednak spięta.
Okulary były celem cały czas 🙂
Pyszności 🙂
wojna o pustą miseczkę
Trochę ciężka -ale jaka piękna Ara
Karmiciel
Ktoś tu mi wszedł na głowę

Warto odwiedzić Papugarnie – jeżeli tak jak my – lubi się przebywać ze zwierzętami. Szczegóły na temat tego miejsca znajdziesz tutaj.

To był super dzień!

Kraków można zwiedzać tydzień, a i tak nie zobaczy się wszystkiego. My, tym razem nastawiliśmy się nie na historie, zabytki czy wystawy – i też cały dzień spędziliśmy w drodze. Najlepszą recenzją tego dnia były słowa dzieci ” Mamo to najlepszy dzień w życiu!”. Wszystkim polecamy serdecznie odwiedzone przez nas miejsca.

Wszystkie zdjęcia są autorstwa Tomasza!