Bycie rodzicem jest trudne.

To już  ustaliło wiele blogerek i blogerów przede mną. Było o wszystkich cieniach bycia rodzicem, o tym ze nie ma łatwo i że to jest mega wyzwanie. Wiadomo -nikt dziecka nie dostaje z instrukcją obsługi, a jak mu się wydaje że już wszystko wie i może pozwolić sobie na drugie… no cóż dostaje drugie, do którego nie pasuje instrukcja od pierworodnego. I tak jest z każdym kolejnym … prawdopodobnie. Nie wiem czy na pewno. Dziobaki mam dwa.

Jesteś cudowny
Jesteś cudowny

Zostajesz tym rodzicem i wtedy dopada Cię myśl, że już musisz sam przestać być dzieckiem. Teraz Ty jesteś odpowiedzialnym dorosłym i musisz wychować małego człowieka i zrobić to tak, żeby dał sobie radę w życiu i nie musiał na terapiach wywlekać traum z dzieciństwa. Jak masz szczęście to powielasz schematy swoich rodziców, którzy zapewnili Tobie wszystko co było dla Ciebie dobre. W idealnym świecie robisz o również w odpowiednich warunkach. Spokojnej, pełnej rodzinie, przy wsparciu partnera i rodziny. Jesteś przy tym stabilny emocjonalnie, przerobiłeś swoje problemy, lęki i trupy z szafy powyciągałeś.

Gorzej jak coś w tym idealnym świecie nie jest takie idealne.

Najtrudniej, gdy Ty sam nie jesteś przekonany o tym, że wiesz co robisz. Bo przecież jesteś przekonany, że nic w życiu nie wychodzi Ci tak jak powinno. I miotasz się tak, nigdy nie będąc pewnym, w którą stronę iść. I widzisz jak bardzo odbija się to dzieciach i jak popełniasz błędy rodziców.

Wychowuje Dziobaki bez ich ojców, większość ich życia w totalnej zawierusze. Wyrastały wśród traumatycznych i stresujących wydarzeń na które często nie miałam zupełnie wpływu. Jak w tych warunkach być rodzicem idealnym? Nie da się. W tym samym momencie pragniesz tylko tego żeby jedno z nich już przestało płakać a drugie nareszcie okazało co siedzi mu w środku – wykrzyczało swój ból i strach. A swoje łzy, strach i ból chowasz gdzieś głęboko – co zemści się na Tobie prędzej czy później.

Uwierz w siebie.
Uwierz w siebie.

Chciałabym aby obydwoje byli kiedyś pewnymi siebie, otwartymi na świat, dobrymi ludźmi. Żeby wiedzieli w czym są dobrzy, co potrafią, jakie są ich mocne strony. Wiem jak trudno bez tego być przekonanym o swojej wartości. Ja nie mam do dziś pojęcia w czym jestem dobra. Właściwie moje poczucie własnej wartości nie istnieje – wystarczy jeden głos krytyki i ja uciekam. Zamykam się w swoim kokonie i płacze. Nie usłyszę już wtedy głosów wspierających, bo ta jedna krytyczna uwaga zabija moje chęci do pracy. Nie motywuje. Ale w dzieciństwie nie konkurowałam z nikim w niczym. Nie miałam nawet rodzeństwa, żeby się trochę po ścigać, porównać swoje możliwości. Zajęć dodatkowych też nigdy nie było. Szczytem możliwości były korepetycje z angielskiego i chórek kościelny. Nie wiem, może byłabym świetna w tańcu towarzyskim, jeździe na łyżwach albo piłce nożnej?

Jak to zrobić?

Smerfetka nie ma z tym problemów – w jej ledwie siedmioletnim życiu jest i taniec i śpiew i recytacja, teatr i rysunek. Z tych aktywności najszybciej i bez żalu porzuciła rysunek – nie oponowałam – są ważniejsze dla niej sprawy. Sama zaproponowała akrobatykę zamiast tego i coś wspominała o karate. Ona teraz uczy się przegrywać – jest mała więc porażki bierze do siebie bardzo ale ma tą możliwość by oswoić się rywalizacją. Nieraz obie przełykamy łzy – ale takie jest życie. Tu potrzebna jest siła i moc. Ważne jest, że się nie poddaje, że nie ucieka tylko idzie dalej i chce więcej.

Dziobak jest taki jak ja.

Nie wierzy w swoje możliwości, przez co nawet nie próbuje się wysilać. Wychodzi z założenia, że mu się nie uda, że jest za słaby i w niczym nie jest dobry. Dziś w chwili szczerej rozmowy, wykrzyczał mi: NO JAKIE JA MAM SUKCESY! JAKIE!!. Kiedy zaczęłam mu wymieniać, co może spokojnie uznać za swój sukces – udział w zajęciach tanecznych i turniejach, poprawa ocen na koniec roku, zawody pływackie, wyjazd na rowerach do Rytra – słuchał i nie wierzył. Bo ja mu kazałam to robić, nie że on sam chciał. Powiedziałam mu, że nie ja to zrobiłam tylko on sam. Ja tylko pilnowałam żeby nie odpuścił. Jednak dużo większe sukcesy odnosił będzie, gdy sam będzie chciał, pilnował się i nie będzie mamy za plecami. Wtedy sam poczuje smak sukcesu. Niech to będzie szydełkowanie, matematyka kwantowa, tworzenie muzyki, gra na ukulele. Wszystko jedno. Żebym tylko widziała, że to go kręci, a on żeby poczuł, że od siedzenia w kącie niczego się nie osiągnie. Bo wtedy z nauką pójdzie łatwiej, życie towarzyskie też będzie dużo bardziej satysfakcjonujące, nie utknie z telefonem w ręce na kanapie. Przestanie żyć przeszłością.

Jesteś najlepszy - motywacja
Jesteś najlepszy – motywacja

Dla nas obydwojga trudnym do przeskoczenia jest fakt nowej rzeczywistości. Ja, pomimo swojej tęsknoty za Śląskiem, doskonale wiem, że oni nie mieliby tam tylu możliwości rozwijania swoich pasji, i propozycji spędzenia wolnego czasu. Chcę więc żeby korzystali  tego jak najwięcej, boję się tylko, że kiedyś wykrzyczą mi że robili to bo ja tego chciałam, że czuli się zmuszeni, że spełnili moje marzenia a nie swoje. A z drugiej strony Dziobak sam od siebie niewiele zrobiłby, nie wiem jak mogę go zmotywować, żeby jednocześnie nie zniechęcić go całkowicie.

Rasowa matka wie, jakie są słabsze punkty jej dziecka – ale nigdy nikomu nie pozwoli ich wytkać.

Dlatego walczyłam w PPP o wcześniejsze puszczenie Smerfetki do klasy pierwszej, pomimo wady wymowy i oburęczności – i co? – i teraz powinnam im wysłać jej świadectwo i wszystkie dyplomy z konkursów, w których przez ten rok brała udział. Również recytatorskich i plastycznych. Niestety dlatego też nie wiem co robić, kiedy Dziobak płacze, że nie da rady pokonać na rowerach trasy wymyślonej przez trenera. Trener mówi, że da rade tylko nie lubi się zmęczyć, a ja nie wiem czy nie przegnę przymuszając go kolejny raz. Jednak kiedy ktoś mi ostatnio powiedział, że on nie da rady – to we mnie się zagotowało. Może to i prawda, ale trener chyba nie powinien tak mówić. Łatwo jest trenować, tych co mają talent i chęci a trudniej poradzić sobie z bardziej opornymi przypadkami.

Mi też kiedyś ktoś powiedział, że nie dam rady.

Nigdy nie będę miała prawa jazdy. Ku rozczarowaniu mojego taty – który był świetnym kierowcą z zamiłowania, nie zdałam egzaminu na który mnie zawiózł. Ale już wtedy wiedziałam, że nie będę miała prawa jazdy. Bo jakiś czas wcześniej, ktoś – nie mając pojęcia jak prowadzę samochód – powiedział „za bardzo się boisz – nie zdasz, daj sobie spokój”. I ja nie podeszłam do egzaminu nigdy więcej, chociaż obiecałam tacie przed śmiercią, że jeszcze spróbuję. Przez ostatni miesiąc znowu poczułam, że chce spróbować, że skoro nowe życie to może się uda, Załatwiłam formalności, oszczędności przeznaczyłam na jazdy i badania lekarskie. Nauczyłam się teorii sama, bo swój egzamin zdawałam na starych zasadach i muszę go powtórzyć. Ciągle zwlekałam z zapisem na jazdy. Bałam się. W końcu wybrałam znajomego znajomych, zadzwoniłam i poszłam. To było straszne. Cały strach, niepewność i trauma wyszły na sekundę po tym jak siadłam za kierownicą. Nie poradziłam sobie, po poprzednim kursie nie zostało w mojej głowie nic. Po 15 minutach marzyłam by wysiąść z samochodu. Instruktor się denerwował, ja nie widziałam gdzie jadę przez łzy. Instruktor mi powtórzył, że to nie ma sensu – nie zrobię tego prawa jazdy. Chyba, że wydam majątek, którego nie mam, na jazdy dodatkowe. On nie wiedział, gdzie jest problem, a ja nie chciałam tłumaczyć. Potwierdził to co miałam zakodowane w głowie od ponad 10 lat. Nie wydam pieniędzy, których nie mam bo później i tak nie wsadzę do samochodu dzieci, żeby gdzieś je zawieźć bo strach będzie silniejszy. Teraz nie chodzi już o to, że zawiodę tatę. Teraz zawiodę własne dzieci, bo bardzo cieszyły się, że będziemy mieli samochód.

Dlatego proszę Was – nie mówcie moim ani swoim dzieciom, że czegoś nie zrobią bo nie dadzą rady – słowa mają wielką moc. Motywujcie, każcie próbować, starać się nie odpuszczać. Bądźcie pewni, że im się uda. Niech nigdy nie czują takiego strachu i wstydu jak ja za kierownicą tej L –ki. Niech próbują do skutku, szukają swojej drogi, niech im się chce i niech się nie boją, wtedy jest szansa, że będą zdobywać szczyty swoich możliwości i dzięki temu będą szczęśliwi.