Ostatnie dni grudnia to dla mnie bardzo szczególny czas w ciągu roku. Od zawsze tak było. W końcu to święta, urodziny, imieniny no i sylwester. Czas posumowań, planów na przyszłość, nadziei na lepsze jutro. Przecież jak każdy „od pierwszego” rzucałam palenie, zaczynałam diety i treningi, intensywną naukę itd. I tak najczęściej do drugiego stycznia. Jednak właśnie 30 grudnia, zaczynało się u mnie świętowanie. Nawet jeżeli nie było oficjalnej imprezy urodzinowej to zawsze wpadali ci najważniejsi. Nie trzeba było nikogo specjalnie zapraszać, a w lodówce zawsze była jakaś sałatka i ciasto lub tort. Często moje urodziny były wstępem do imprezy sylwestrowej. Tak było od kiedy jako nastolatka organizowałam dla najlepszych przyjaciółek imprezki, potem grono poszerzało się o ich facetów a z biegiem lat zmieniała się lista gości. Nieliczni przetrwali do dziś. Teraz w N.S. w ogóle nie obchodzę urodzin bo nie ma tu takiego zwyczaju, tu obchodzi się imieniny. To jest dzień, kiedy bardzo wzmaga się we mnie tęsknota za rodzicami, za G., za tymi najbliższymi.
W tym roku jest jeszcze inaczej. Jest pięknie i niejeden mógłby mi pozazdrościć. Nadal jesteśmy w Karpaczu i wspólnie odpoczywamy. Już rano T. z dziećmi obudzili mnie chóralnym „sto lat!” i pięknym tortem z fajerwerkami.

dav

Dostałam też piękną laurkę od Smerfetki i po buziaku od każdego. Potem wspólnie poszliśmy na stok, żeby Dziobaki mogły wreszcie pozjeżdżać na sankach bo nawet tutaj śnieg jest tylko na sztucznie ośnieżanych stokach. Jest magicznie, dostaje dużo życzeń, niektóre zupełnie niespodziewane. W prawie każdych powtarza się życzenie spełnienia marzeń. Tak zastanawiałam się dziś o czym ja marzę, czego tak naprawdę, całym sercem pragnę od życia? Co mogłabym sobie postawić za cel na Nowy Rok? i wiecie co? Nie wiem. Nie wiem o czym marzę, nie wiem co sprawia mi radość. Wiadomo, mam marzenia dotyczące dzieci. Żeby były szczęśliwymi, mądrymi ludźmi, żeby nie chorowały i nie spotykały ich żadne nieszczęścia. To na pewno da mi spokój i szczęście – bo już doskonale wiem, ze cierpienia i choroby osób, które się kocha bolą bardzo. Chciałbym też móc poczuć się bezpiecznie i spokojnie. Tak to chyba najbardziej. Chciałabym przestać działać na trybie awaryjnym, móc cieszyć się tym co mam i w jakiej jestem sytuacji. Wyciszyć czarne scenariusze, przestać się bać i wszędzie widzieć ból, stratę i cierpienie.
Tak! jakby ktoś zabrał ode mnie lęki i przerost wyobraźni, dałby mi najpiękniejszy prezent urodzinowo- noworoczny. Żebym nareszcie mogła się cieszyć każdym dniem, tym że jesteśmy bezpieczni, zdrowi i mamy dużo wsparcia ze strony T. i Babci, że jest ktoś, kto chce spełnić moje marzenia i kocha moje dzieci.
Bo ja to wszystko wiem ale strach i wszystkie negatywne doświadczenia zasłaniają mi jasną stronę sytuacji, w jakiej jestem. A przecież jest lepsza niż jeszcze rok temu i o niebo lepsza niż dwa lata temu. i wiem to wtedy, kiedy przez chwilę się nie boje.
Nawet kiedy jesteśmy na tak fajnym wyjeździe, kiedy nie muszę się martwić o nic, dopadają mnie moje smutki i napady lęku i nie mogę się tak do końca cieszyć tym czasem, szukam dziury w całym i sama siebie i wszystkich dookoła zamęczam.
Trudno marzyć kiedy życiem rządzi strach i depresja, więc życzcie mi proszę, żebym zaczęła marzyć a potem na pewno zastanowię się jak mogę każde z tych marzeń spełnić i ruszyć do przodu z moim życiem.
Nigdy nie będzie już tak jak było ale może niech przyjdzie nowe, równie piękne, a może nawet piękniejsze.

Tego sobie i Wam życzę – doceniania tego co mamy i patrzenia bez leku w przyszłość.