Obudziła się o 12.30 z ogromnym bólem głowy. Jej mąż jeszcze spał. Nic dziwnego, wczoraj nie pozwolił jej położyć się prawie do 3 w nocy. Grał w swoje gry i nie chciał się iść do łóżka a wiedziała, że jak zaśnie zanim go położy to obudzi ją wielką awanturą. Więc siedziała i czekała aż zmęczy się graniem albo siedzeniem na wózku. Wołał ją do siebie co 15 minut, żeby go poprawić, dać pić lub jeść.

wheelchair-1595802_1920.jpg
Musiała na 14 być w pracy, już wiedziała że nie będzie łatwo. Do swojego biura miała 10 minut na piechotę ale i tak spóźniała się co drugi raz. Szybko się ubrała i zaczęła robić kawę, taką jak lubił – 2 łyżeczki kawy i jedna cukru. Dobrze, że wczoraj udało się jej znaleźć tą jedyną którą lubił – w zielonym opakowaniu.
Postawiła kawę na stoliku przy łóżku. Zapach chyba go obudził bo zobaczyła, że ma otwarte oczy.
– musimy wstawać, już przed pierwszą
– posadź mnie – powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu – czemu wcześniej nie wstałaś, znowu nie ogarniesz nic przed wyjściem.
– to trzeba było iść wcześniej spać, przez te twoje granie jestem ciągle śpiąca.
– leniwa jesteś i tyle!
– co chcesz na śniadanie? – darowała sobie kolejne komentarze – bo na prawdę zastanawiała się czy zdąży do pracy.
– jajecznicę, tylko nie spieprz jej jak ostatnio – widziała już wyraźnie, że jest nie w humorze, jak zawsze kiedy szła do pracy. Dostawał szału kiedy tylko wychodziła z domu, A pracować musiała. Nie daliby rady utrzymać się, w wynajmowanym mieszkaniu, z jego lichej renty socjalnej. Chodziła do biura popołudniami na 6 godzin 3 razy w tygodniu. Zarabiała tyle ile wynosił czynsz.
Zjadł śniadanie bez problemów, ona w między podawaniem mu kolejnych porcji, ubierała się, jadła i w pośpiechu dopijała kawę.
– kiedy masz zamiar dać mi obiad?
– wieczorem zjemy – zaraz muszę wychodzić, ubiorę cię i posadzę na wózek. O 16 przyjdzie Marek to najwyżej kanapki Ci zostawię jak będziesz chciał.
Wolontariusz z fundacji przychodził do nich w dni kiedy pracowała, żeby pomóc mu dotrwać do jej powrotu. Karmił go, pomagał się wysikać, dotrzymywał towarzystwa.
– w dupie mam twoje kanapki, nie mogę zjeść obiadu jak normalny człowiek. – już mu się zbierała wściekłość a ona wiedziała, że nie opanuje tego.
20 minut nie mógł się zdecydować jaką ma mieć ubraną koszulkę, potem zwyzywał ją kiedy podnosiła go z łóżka na wózek. Było za późno by robić to z pomocą podnośnika, znowu nadwyrężyła kręgosłup, będzie ją bolał w nocy a dziś koniecznie musi go wykąpać.
– muszę wychodzić, telefon masz naładowany pod ręką, o 16 będzie Marek, w kuchni są kanapki i zupka chińska, będę w domu o 20.00.
– chyba żartujesz, nie wyjdziesz nigdzie teraz!
– muszę iść bo w końcu mnie zwolnią – miała już łzy w oczach, marzyła tylko żeby wyjść z domu i nie słuchać tego przez jakiś czas.
– no porycz się jeszcze głupia pizdo, już to na mnie nie działa! Popraw mi plecy! – zaczynał grać na czas. – i rurkę do herbaty daj bliżej bo nie sięgnę!
– idę już mam 4 minuty! – nie mogła opanować płynących łez i łamiącego się głosu, chociaż wiedziała, że jeszcze go to bardziej nakręca.
– poduszka jest źle, podciągnij i opanuj się – jak tak wyjdziesz na ulicę!
– w dupie to mam!
– spróbuj nie odebrać telefonu w pracy, policja odbierze i cie tu dowiozą, masz zasrany obowiązek opiekować się mną,
– nie mogę odbierać co chwile jak mam klientów – mówiła mu to za każdym razem – ale jego argument z policją uciszał ją skutecznie.

-spierdalaj!

Cała zapłakana, z rozmazanym makijażem wyszła na korytarz. Tam usiłowała uspokoić się i zapudrować czerwony nos. Do pracy dotarła 15 minut po czasie, po drodze wymyślając jakąś wiarygodną historię dla koleżanki, którą zmieniała i szefowej.
Całą zmianę była roztrzęsiona, nie wiedziała co ją czeka po powrocie chociaż zaczęły do niej przychodzić uspokajające smsy od męża. Zaczął przepraszać – coś za szybko tym razem.

******

6 lat temu była taka szczęśliwa. Zakochała się do szaleństwa, byli nierozłączni. Wielbił ją, kochał, dbał jak umiał (chociaż niewiele mógł zrobić samodzielnie). Jej znajomi pukali się w czoło – odradzali, usiłowali otworzyć jej oczy. Nic nie działało, jeszcze bardziej ich zbliżało do siebie. Romantyczna walka ze złym światem. On na wózku inwalidzkim, całe swoje życie spędził w różnych ośrodkach dla niepełnosprawnych dzieci, nikt nie interesował się nim bo rodzina, głeboko patologiczna, pozbyła się problemu gdy choroba ujawniła się i wiadomo było, że będzie postępować. Ona pierwszy raz poważnie zachochana, młoda pełna wrażliwości i empatii, chciała być z nim, zmienić jegio życie, stworzyć normalną rodzinę. Pokonali razem wiele trudności, oswoili z jego niepełnosprawnością jej rodzinę – co nie było łatwe, ona nauczyła się opieki nad nim. Najtrudniejsze były bariery architektoniczne, ale nie było rzeczy mogącej ich zniechęcić.

******

– Pani Marta Złocka? – do biura wszedł facet wyglądający na kuriera, w ręce miał ogromy kosz słoneczników.
– tak słucham – wstała zza biurka i już wiedziała, że zaraz ją coś trafi.
– musi panią bardzo kochać – to dla pani, w środku jest bilecik – kurier szeroko się uśmiechał a ona miała ochotę wywalić go razem z tymi kwiatami za drzwi i się rozpłakać.
– dziękuje – powiedziała ostro – do widzenia – facet miał mocno zdziwioną minę, raczej nie takiej reakcji się spodziewał.
-cholera jasna – po co on to robi – nie musiała nawet czytać bilecika – pewnie znowu płaczliwe przeprosiny i wyznania – od dawna nie robiło to na niej wrażenia – kojarzyło się tylko z awanturami i płaczem. – jakie pieniądze na to wydał, znowu braknie do czynszu!
Nie chciało jej się targać tego kosza do domu ale jak zostawi go w pracy, będzie musiała odpowiadać na masę niepotrzebnych pytań.
Nikt nie wiedział co dzieje się w ich domu. O niej mówiono, że się poświęca, że musi bardzo kochać albo że jest głupia i marnuje z nim życie. Większość bliskich osób wiedziało, że to trudny człowiek – w końcu nie miał w życiu lekko, trudno było wymagać od niego optymizmu i wielkiej radości życia. Od niej ten związek wymagał fizycznego i psychicznego poświęcenia, zamknął ja w czterech ścianach i pozbawił znajomych, pogrzebał towarzysko. Jemu pozwolił wyrwać się z ośrodka, stworzyć dom, zyskać rodzinę. I ciągle było mu źle, ciągle chciał więcej i więcej. Ona mu więcej dać już nie mogła, czuła, że dotarła do muru, na więcej nie miała siły.

caught-1013600_1920

******

– wiecznie ci źle!, ciągle narzekasz, jebana królewna – tym razem nie udało się jej ukryć złości i udawać, że jest zachwycona z kwiatów – to wywołało kolejną burzę.
– po co wydajesz pieniądze na takie bzdury, nie mamy na chleb! Jakbyś się zachowywał jak człowiek nie musiałbyś przepraszać co chwile.
– pierdol się, jak ci źle jak jestem dobry to pożałujesz – darł się mimo późnej nocy, bała się że sąsiedzi w końcu zawołają policję. – dziś nie pójdziesz spać w ogóle, będziesz wykonywać swoje obowiązki do samego rana!
Krzykiem wymuszał na niej gotowanie, karmienie i kąpanie go do 5 rano. Wyzywał od najgorszych, drwił z jej zmęczenia i płaczu. Mimo tego wszystkiego musiała w końcu położyć się koło niego do łóżka, żeby mógł budzić ją, jak co noc, co godzinę aby go obrócić lub poprawić.
Z jednej strony kochała go nad życie i to co jej robił bolało ją i raniło, z drugiej nienawidziła za to życie, które miała i z którego tylko cud mógłby ją uwolnić.

heart-471785_1920