Niedziela wieczór….można podsumować weekend. Spędzony na trochę większym luzie niż przypuszczałam. I nawet udało się trochę ogarnąć mieszkanie, pogotować z dziećmi, pójść na basen i nauczyć się 10 przykazań z Dziobakiem. Udało się też złapać trochę jesieni, która naprawdę mnie zachwyca w tym roku.
Jeszcze ta dodatkowa godzina snu…coś pięknego 🙂 No i On.
Niby nic takiego się nie wydarzyło, żadnych spektakularnych akcji a jednak w głowie mam straszny kocioł. Miesza mi się tęsknota ze strachem o jutro. Mieszają mi się uczucia do Niego. Nie czuję się stabilnie, pewnie i bezpiecznie. Brakuje mi kogoś, kto rozumiałby mnie bez słów, komu mogłabym powiedzieć wszystko wiedząc, że usłyszę „rozumiem, nie ze wszystkim się zgadzam ale kocham cię i będę wspierać niezależnie od tego co wydarzy się jutro”.
W byciu jedynym rodzicem chyba najtrudniejsze dla mnie jest to, że każda decyzją jaką podejmę jest tylko moja. Nie ma nikogo, kto mógłby zdjąć ze mnie ten ciężar. Ja odpowiadam za zdrowie, bezpieczeństwo, rozwój. I strach też jest tylko mój.
No to posmuciłam dziś trochę…to chyba przed tym szalonym tygodniem, który czeka mnie już za chwile.
kluski, gotowanie, wspólnie, dzieci jesień, Nowy Sącz, serce, jarzębina jesień, kolory