Nie ogarniam tego święta. W dzieciństwie bardzo lubiłam Wszystkich Świętych. Chodziliśmy wtedy uroczyście, rodzinnie na groby biskich. Było ładnie, dużo kwiatów, płonących zniczy. Później chodziłam jeszcze wieczorem z koleżankami. Poczuć ten klimat. Spotkać znajomych. Trochę inaczej spędzić ten dzień.
Dodatkową atrakcją były stragany z zabawkami i słodyczami. Taki trochę inny festyn. Bo te groby nie były tak pełne uczuć i emocji. Bo Ci którym paliliśmy znicze odeszli dawno temu, większości nawet nie znałam.
Teraz tak myślę, że wtedy to miało sens. Chciałabym, żeby moje Dziobaki też mogły mieć takie spojrzenie na ten dzień.
Niestety myślę, że dla nich i dla całej naszej rodziny nigdy już tak nie będzie. Dla nas ten dzień to ból i cierpienie. Dziobakom cmentarz kojarzy się z ogromną stratą i zmianą w życiu. Z płaczem dorosłych po kolejnym pożegnaniu kogoś kto był tak ważny. Dziś tęsknimy bardziej i mocniej. Nawet za tymi którzy żyją ale są daleko.
Dziobak nawet lubił cmentarze te 4 lata temu, podobały mu się znicze i kwiaty, chętnie chodził tam z babcią. Od czasu naszej Katastrofy nie chce tam chodzić. Boi się, cały czas patrzy na mnie czy płacze. Ja też nie lubię, nie chodzę, nie potrafię. I musze się z tego tłumaczyć. Bo pewnie powinnam siedzieć tam codziennie. Ale nie będę, wolę pogadać do zdjęć, które mam w domu, powspominać ze Smerfetką i Dziobakiem. A płakać i tak będę w nocy, jak młodzi śpią…
Dziś byłam na cmentarzu 15 minut. Ten dziki tłum mnie przeraził, wkurzył i przytłoczył. Nie mogłam. Obeszłam to co trzeba i wyszłam. Wróciłam do domu i odetchnęłam z ulgą a później płakałam razem z Dziobakiem. Którego przerosło dziś wszystko i pierwszy raz od Katastrofy płakał. Tak po prostu jak dziecko. Z tęsknoty za tym co było i tymi, których teraz nie ma obok.
Płakałam dziś też z Bosmanem, najsilniejszym facetem jakiego znam…
Płakać będę jeszcze długo….i tak myślę, że dobrze że nie powiedziałam dzieciom, że w piątek był pogrzeb ich ukochanej prababci…