Wiecie, że już jest październik?

No dobrze jutro już będzie, dziś jeszcze wrzesień. Podobno niedawno skończyły się wakacje. Ja mam wrażenie, że to było w jakimś innym życiu. I to w takim, kiedy, głupia ja, czasem tęskniłam za bardziej ułożonym rytmem dni i tygodnia. Człowiek to jednak nie do końca myślące stworzenie jest.

Jeszcze liście nie opadły a mnie już opadło wszystko. Ręce, cycki i entuzjazm z początku września. Czasem się budzę rano i natychmiast mam poczucie, że czegoś nie zrobiłam, zapomniałam i natychmiast robię się bardziej zmęczona niż wieczorem. Chociaż nie! Mój poziom zmęczenia od dwóch tygodni jest na stałym poziomie, Jak po kilkudniowej, niekończącej się imprezie, kiedy czujesz że umycie twarzy zabiera ci cenne minuty snu.

Oczywiście, że przy tym całym szaleństwie nie jest tak, że padam na twarz bo mam codziennie ugotowany obiad, mieszkanie lśni czystością a dzieci zadowolone i przygotowane codziennie idą do szkoły ze zdrowymi, domowymi przekąskami w śniadaniówkach.

O żesz ….. jak bardzo nie!

Dzieci widuje, dłużej niż dwie godziny dziennie, jedynie 4 dni w tygodniu. Do tych dwóch godzin wliczam też: poranne pohukiwanie, pośpieszanie i wymianie czułości typu: „po szkole do babci, nie zapomnij, że dziś korekcyjna, strój masz na WF, weź 4 złote kup sobie coś do jedzenia bo znowu nie ma w domu bułek.” Sterta prania i prasowania kiedyś zaleje mieszkanie, a na tym zazwyczaj spędzam czas „dla relaksu” w weekendy. Obiady… cóż to drażliwy temat. Ale czasem są, bo w weekendy głupio ich do babci na obiad wysłać. A szkoda….

Nie wiem, kiedy minął początek września. W pracy to jakieś totalne nieporozumienie. Niedługo nauczyciel będzie musiał napisać roczny plan wizyt w toalecie, z podziałem na czynności jakich planuje tam dokonać. Oczywiście z celami! A potem wpisać to w pięć dzienników dla każdej toalety inny. Paranoja totalna. I uczyć się, nieustająco się uczyć i dokształcać. Im więcej papierków z tej nauki pozbiera tym…. grubsza będzie jego teczka w archiwum. I mniej pieniędzy na koncie będzie miał – ale po co mu pieniądze! Przecież ten zawód to misja… powołanie wręcz.

Tak więc z powołania zaczęłam staż na nauczyciela mianowanego.

Hahaha. po dobrej zmianie, jaka i w szkolnictwie nastała, dyplomowanego zrobię na rok przed emeryturą. I to tylko w wypadku, gdy wynajdę sposób na rozciągnięcie doby do 48 godzin abym mogła przygotowywać więcej projektów, innowacji i programów edukacyjnych lub też przeprowadzę szkolny konkurs międzygalaktyczny.

Od 4 tygodni więc piszę plany, programy, protokoły, robię plakaty, konkursy,wypełniam dzienniki. Oczywiście wszystko poza godzinami pracy.

Co mnie zżera?

Nieustannie zjadają mnie wyrzuty sumienia, że za mało czasu mam dla Dziobaków, że nie są dopilnowane w szkole. Żeby mogły chodzić na zajęcia dodatkowe muszę angażować babcię, dziadka i T. I tak na wymarzone zajęcia Smerfetki z gimnastyki sportowej nie ma szans w tym roku. Mają tak idiotyczny plan lekcji, że kończy zajęcia o 15.20 więc nie zdąży zjeść obiadu i dojechać na drugi koniec miasta. Już nie mówiąc o tym, że nie będzie miała siły ani czasu odrobić zadań domowych. Są w ciągłym biegu ze szkoły do babci, na zajęcia i wieczorem do domu jak T. wraca z pracy. Wszędzie piechotą bo zrobienie prawa jazdy dla mnie okazało się niewykonalne.

Smerfetka, w tym wszystkim jakoś funkcjonuje, daje sobie radę, chociaż pierwsza trója załamała ją strasznie, i na dodatek musiałyśmy całkowicie odstawić smartfona bo ma objawy uzależnienia.

Dziobak znacznie gorzej. Niestety on beze mnie nie uczy się w ogóle. Z wyjątkiem religii i matematyki. Wszystko inne czeka na mnie. A mnie nie ma. Nie mam jak codziennie usiąść z nim i powtórzyć ostatnich tematów z historii, nadrobić angielskiego, poćwiczyć ortografii. Teraz doszły nam również codzienne ćwiczenia z kursu szybkiego czytania. Zostają nam tylko weekendy. Więc siedzimy godzinami, walczymy z jego niechęcią, ciągłymi buntami i zmęczeniem. Obydwoje jesteśmy sfrustrowani, ciągle brakuje nam czasu. A w szkole z materiałem nikt na niego nie będzie czekał, jak teraz narobi sobie jeszcze większych zaległości to potem całkowicie nie ogarniemy. Do tego nasilają się jego lęki i problemy z zasypianiem, każdy mój wyjazd gdzie indziej niż do pracy, kończy się jego bezsenną nocą.

I tak wygląda nasz wrzesień.

Oni są zmęczeni szkołą, tym ciągłym chodzeniem i chaosem, który zapanował po wakacjach. Ja nie radzę sobie z wyrzutami sumienia i chęcią pogodzenia wszystkiego. Frustracje z domu przenoszę do pracy i odwrotnie. Ciągła krytyka w internacie, piętrzące się zaległości w domu i poczucie porażki dobijają.

Jedyną moją odskocznią jest kurs angielskiego, który udało się zacząć w ramach doskonalenia zawodowego. To jest coś, co cieszy mnie i mimo czasu jaki pochlania w sobotnie poranki (żeby nie komplikować tygodnia jeszcze bardziej) pozwala trochę oderwać się od codziennością, Czuję że robię coś dla siebie.

Trudne decyzje.

Musiałam zrezygnować w ciągu jednego tygodnia z wyjść, na które się cieszyłam bardzo. Nie spotkałam się z ważnymi dla mnie osobami, z którymi pewnie nie prędko będzie możliwe się zobaczyć. Zabolało, ale oczywiście musiałam wcześniej wyjść na noc do pracy, więc czas na przygotowanie dzieci do szkoły, odrobienie lekcji, ogarnięcie zakupów i mieszania, skurczył się za bardzo by można było z niego wykroić jeszcze chociaż godzinę.

Weekend również wymagał poświeceń. Mój angielski, szybkie czytanie Dziobaka, i nadrabianie ponad tygodniowych zaległości ze wszystkich możliwych przedmiotów wyparły wyczekane wesele. T. poszedł sam. Przykro mi trochę, bo na weselach to bywałam głównie swoich. Na takim dużym nie byłam nigdy, a T, opowiadał, że było bardzo fajnie. Tylko, że bycie mamą wymaga podejmowania trudnych decyzji. Mój samotny wyjazd w wakacje do B. nasilił lęki nocne Dziobaka, nie wiadomo jakie skutki miała by ta wyprawa. Oczywiście poza paroma jedynkami i jeszcze większą ilością materiału do nadrobienia w kolejny weekend.

Tak trochę smutno, melancholijnie i beznadziejnie się zrobiło. Mam nadzieję, że to chwilowy kryzys i opisanie go pozwoli spojrzeć trochę z boku. Mam nadzieję, że nie zdołowałam Was za bardzo.

Jednocześnie pozdrawiam wszystkie mamy, które na co dzień same muszą sobie radzić z pracą, dziećmi i całym tym jesiennym światem.

Żeby nie było tak smutno to wrzucam naszą szaloną, sobotnią sesję i przypominam wszystkich naszych mieszkańców. Jakoś zdjęć średnia ale a to jacy modele 🙂

Tunio, Gienek i Ziuta
Tunio, Gienek i Ziuta
Czyżby Dziobak jadł rzodkiewkę?
Czyżby Dziobak jadł rzodkiewkę?
To jest miłość!
To jest miłość!
Dziobak z Anulą
Dziobak z Anulą
Codzienne zabawy z Dafne
Codzienne zabawy z Dafne
Romantyczna Słowianka :D
Romantyczna Słowianka 😀
Anula
Anula
Ziuta
Ziuta
Eugeniusz zwany Gienkiem
Eugeniusz zwany Gienkiem
Basia z Tuniem
Basia z Tuniem
Śpiące królewny
Śpiące królewny
Franek z Anulą
Franek z Anulą