Przyjaciele są daleko…

Nie jestem szczególnie ekspresyjną osobą. Szczególnie na nowym terenie, wśród obcych ludzi. Im bardziej oswajam się tym bardziej mnie widać i słychać. Mimo tego, że wśród nieznajomych zachowuję się wg zasady „siedź w kącie, znajdą cię”, bardzo potrzebuję mieć bliski ludzi wokół siebie. Zawsze ich miałam – przyjaciółki w szkole, na podwórku, później w pracy. Część z nich przetrwała do dziś, pomimo upływu lat a teraz również odległości. Zawsze miałam do kogo zadzwonić, że „za 10 minut wpadam na kawę bo muszę Ci coś opowiedzieć”. Teraz zazwyczaj nie mam czasu, żeby zadzwonić.

girls-462072_1920

Mama – najbliższy mi człowiek…

Z mamą miałam bardzo bliską i najważniejszą relację. Nie zawsze było różowo, każda z nas miała swoje zdanie, podejście do życia, czasem mnie ponosiło i to ja ją chciałam wychowywać. Zawsze jednak była ważna, do niej dzwoniłam w sytuacjach podbramkowych, Ona zrozumiała, rozluźniła atmosferę żartem, poradziła. Jej brak odczuwam chyba najbardziej. Bo to jednocześnie brak przyjaciela, mamy i poczucia bezpieczeństwa.

Jak znaleźć przyjaciół na obcym terenie?

Nie wiem jak. Trzeci rok zaczął nam się tutaj a jakby nic się nie zmieniło. Nie mam do kogo iść na kawę i plotki. Mam kilka koleżanek, głównie z pracy. Każda z nich ma swoje życie i problemy. Wszyscy zabiegani bo praca, dzieci, zajęcia dodatkowe, cały czas dużo się dzieje. Rodziców dzieci z klas Dziobaków znam tylko z widzenia. Pewnie to moja wina, nie pcham się do trójek klasowych, rzadko odbieram ich ze szkoły a z wywiadówek uciekam pierwsza. Mówiłam, że jestem dzikus… Nastąpił jeden progres… znam dwie sąsiadki z bloku… I tak wiem, że blok ma dwie klatki po 10 pięter. Znaczy ” dzień dobry” mówię chyba większości. Pewna nie jestem, bo nie mam pamięci do twarzy. To jest straszne upośledzenie. I nie pomaga zdobyć przyjaciół bo ludzie się obrażają albo myślą, ze zadzieram nosa. A ja naprawdę nie rozpoznaję komu powinnam się ukłonić w sklepie pod blokiem.

pinky-swear-329329_1920

Zaczęłam nawet tańczyć, żeby być częściej między ludźmi.

Tak, tańczę.. hip-hop. Mój organizm przeżywa taki szok, że już zaliczyłam zapalenie mięśni i dwie kontuzje. Ale tańczę i nie zamierzam się poddawać. Tylko, że tam na zajęciach usiłuję nadążyć za resztą i nauczyć się układów. Oczywiście moja niska samoocena sprawiaprzyjaciół, że usiłuje być niewidoczna dla reszty, żeby nie widzieli, że nie nadążam. Zresztą tam też jestem „nowa”. Co hamuje mnie bardzo.

Dzikusom łatwo nie jest.

Przez to ciągle czuję się tu obca i nowa. Chociaż już taka całkiem nowa jestem. Na pewno jestem inna niż wszyscy. Inaczej myślę, wychowuje dzieci, mam inne doświadczenia i poglądy. Nikt nie zna do końca mojej historii, nikt mnie nie zna. Mam wrażenie, że jestem tu kimś innym. Takie wyizolowanie nie robi mi dobrze, dziczeje coraz bardziej, wycofuje się i jest mi trudniej.

Pozdrawiam serdecznie te, które są zawsze B. W. D. Bez Was bym zginała dawno temu i dzięki Wam mam gdzie wracać i do czego się odnieść. Ta samotność jest dużo mniejsza kiedy wiem, że jesteście!

O B. przeczytacie tutaj

Macie jakieś pomysły na mój ciężki przypadek? Może powinnam zapisać się na garncarstwo?

Dobrze, że mam Was, dzięki Wam przynajmniej wirtualnie się spełniam towarzysko 🙂

family-2609525_1920